Już tyle czasu minęło, i tak mało już go zostało. Zaledwie 97 dni. Odliczam teraz dni, a nie miesiące. Czuję, jak mała mnie kopie coraz intensywniej. Krzywa cukrowa zrobiona i wyniki w normie, prócz anemii, która zawsze mi się pojawiała się w ciąży. Nie mogę spać na brzuchu a to moja ulubiona pozycja do spania. Spać tylko mogę na prawym lub lewym boku, na plecach. A moje samopoczucie? Chyba dobre, odczuwam tylko dyskomfort przy chodzeniu, wstawaniu i przewracaniu się na drugi bok w nocy. Jakbym była już po porodzie, tak mnie boli krocze.
Ciekawe, kiedy następne usg?Chciałabym jeszcze raz zobaczyć moją kruszynkę. Ile urosła, ile waży?26 tydz...zaraz zacznę 3 trymestr.
sobota, 31 sierpnia 2013
wtorek, 13 sierpnia 2013
Nawał badań
Zlecono mi mnóstwo badań do wykonania i w sumie cały tydzień poświęciłam na bieganinie po gabinetach lekarskich, był kardiolog, rodzinny i ginekolog.A to białko w moczu, a to podwyższone tętno,..takie tam.. w sumie mam się nie martwić, bo wyniki są co prawda poniżej normy, ale nie aż tak. Byłam na usg połówkowym w 4 d, malutka nie chciała się odwrócić, by zobaczyć jej buźkę, ale w w końcu się udało ją troszkę podejrzeć, niestety z niewiadomych przyczyn nie udało mi się umieścić zdjęć z usg, serwer nie chce ich po prostu przyjąć.Wybrałam imię i będzie to na pewno Ania.
Mam bardzo mało rzeczy przygotowanych dla mojej kruszynki. W sumie tylko kilka ciuszków nowych śpioszków i drobne kosmetyki, ani pieluszek, wanienki łóżeczka czy wózka...daleko w polu jestem...
Mam bardzo mało rzeczy przygotowanych dla mojej kruszynki. W sumie tylko kilka ciuszków nowych śpioszków i drobne kosmetyki, ani pieluszek, wanienki łóżeczka czy wózka...daleko w polu jestem...
środa, 24 lipca 2013
Ciężarna w świecie komunikacji miejskiej
Jestem już w 20 tyg i brzuch mam już widoczny, ale zdaje się,że chyba zbyt mało widoczny, bo jak wsiadam do autobusu(który zwykle jest zatłoczony) każdy udaje, że mnie nie widzi. Oczywiście, nie muszę za każdym razem siedzieć, ale jak jadę daleko, (np do centrum mam godzinę jazdy autobusem) to ciężko jest wystać, zwłaszcza kiedy jest upał. Słabo się wtedy robi, nawet, kiedy nie ma się w sobie dziecka. I to jest duży problem.Na przykład jechałam tramwajem, i oczywiście wszystkie miejsca zajęte. Pół drogi stałam, a kiedy obok mnie zwolniło się siedzenie, to pozwoliłam sobie usiąść. Na następnym przystanku wsiadła starsza kobieta i co chwilę taksowała mnie wzrokiem, po czym wskazała na naklejkę koło siedzenie mówiąc, że to miejsce dla inwalidy i ze ona chce usiąść, na to ja, że jestem w ciąży i mogę sobie tu siedzieć. Ona tylko brukneła "acha" i milczała. Ale na następnym przystanku wysiadł jakiś pan, co siedział obok mnie i owa pani siadła, ale nie na długo bo za 2min wysiadła. Opłacało jej się siadać na dwa przystanki? hym...starsza osoba ma prawo siadać i mieć wolne miejsce, nawet gdy jedzie tylko raptem pięć minut, a kobieta w ciąży już nie, bo jak sądzą starsze osoby jestem młoda i postać mogę. Oczywiście szanuję starsze osoby, nie każda jest taka sama, ale kiedy jeszcze w ciąży nie byłam, zawsze wstawałam, aby starszyźnie ustąpić miejsca, nawet, jeśli to miejsce zostało wymuszone natrętnymi westchnięciami, i napieraniem na mnie całym ciałem. JA nie rozumiem, bo owa staruszka też była lub nie -niegdyś w ciąży. I pewnie wie, lub nie jak ja się czuję, kiedy jest upał za oknem. Czy w tych czasach nie opłaca się być miłym i uprzejmym, ustępować miejsca?
poniedziałek, 8 lipca 2013
Kocham moją kruszynkę
Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam pierwsze różowe śpioszki dla mojej małej królewny. Już wybrałam imię Anna. Dobry wynik amnio pozwolił mi się cieszyć ciążą. Ruchy dziecka czuję już znaczniej wyraźniej choć nie czuje mocnych kopniaczków. Brzuszek jest już widoczny i nie da się ukryć mojego stanu:) Nie mogę się doczekać małej księżniczki.
A tak pewnie wygląda moja dzidzia: w 18 tyg:
środa, 3 lipca 2013
I znam wynik:)))
Dziś dzwoniłam do kliniki, w nadziei, że już jest wynik. Po oczekiwaniu nieco dłuższym( pani sprawdzała czy wyniki jest), okazało się że jest!!!! Przez telefon niczego bym się nie dowiedziała, i pojechałam tam. Z bijącym sercem podeszłam do recepcji i otrzymałam białą kopertę z wynikiem. Drżącymi rękoma otworzyłam ją, wzięłam głęboki oddech i...kariotyp żeński prawidłowy:D.Wielka ulga, poczułam się tak, jakby ktoś oblał mnie zimną wodą. Pani w rejestracji uśmiechnęła się i powiedziała, że jak nie dzwonią, to znaczy że wynik jest dobry i nie ma co się martwić:)
Tyle dni czekałam, by się dowiedzieć, że jednak będę miała zdrowe dziecko, i to w dodatku moją wymarzoną córeczkę:)
Tyle dni czekałam, by się dowiedzieć, że jednak będę miała zdrowe dziecko, i to w dodatku moją wymarzoną córeczkę:)
sobota, 29 czerwca 2013
oczekiwanie na wynik
Wynik powinien być w poniedziałek, ale jak będzie to nie mam pojęcia. Cały czas o tym myślę, i zastanawiam się, czy nie zadzwonić znów do kliniki. Znów, bo dzwoniłam tam w czwartek , mając nadzieję, że mi coś powiedzą. Ale usłyszałam,że wyniku jeszcze nie ma, i że jak na razie to wynik prawdopodobnie będzie prawidłowy, ponieważ jakby było coś źle, to by już wykazało. Ale generalnie na wynik się czeka nawet do miesiąca. To mnie pocieszyła, ja tu wariuję z niepokoju, a oczekiwanie na wynik prawdopodobnie się wydłuży? ale przynajmniej dała mi do zrozumienia, że będzie dobrze. Musi być, nie może być inaczej, kocham już to maleństwo które jest we mnie, rośnie i rozwija się i od jakiegoś czasu daje o sobie znać drobnym kopniaczkiem.
W 20 tyg planuje usg połówkowe, oczywiście prywatnie, mają lepszy sprzęt, a nie dlatego że jestem bogata i nie mam na co wydawać kasy:D to tak pół żartem. I znów zobaczę maluszka jak wierzga nóżkami.
Modlę się aby wyniki były w poniedziałek, bo w poniedziałek mija magiczne 3 tygodnie.Boję się....
W 20 tyg planuje usg połówkowe, oczywiście prywatnie, mają lepszy sprzęt, a nie dlatego że jestem bogata i nie mam na co wydawać kasy:D to tak pół żartem. I znów zobaczę maluszka jak wierzga nóżkami.
Modlę się aby wyniki były w poniedziałek, bo w poniedziałek mija magiczne 3 tygodnie.Boję się....
poniedziałek, 24 czerwca 2013
rozmyślonka- wspominanka
Nie wiem dlaczego,
ale myślami już sięgam do dnia porodu, jak będzie, co będzie? Nie wiem dlaczego właściwie się nad tym zastanawiam, skoro wiem czego się spodziewać, przecież rodziłam aż trzy razy.
Pamiętam jak urodziłam prawie dziewięć lat temu syna. Poród trwał 12 godzin. Jak na niego patrzałam, jak leżał pod lampami bo miał żółtaczkę, byłam taka dumna, że to zrobiłam, że zrobiłam coś wielkiego, że urodziłam swoje pierwsze dziecko. A ulicą jak szłam, pękałam jak paw, że to mój synek, czułam się tak, jakbym wygrała w totka. Jak doniosłam ciążę i urodziłam, to już chyba ze wszystkim sobie poradzę. A potem szara rzeczywistość, obudziłam się- przecież niejedna kobieta rodzi i wychowuje dziecko, czym ja się tu do cholery chwalę?
Potem, jak synek miał cztery latka, urodziłam córcię.(poród tylko 5,5godz) Cieszyłam się z tej kruszynki, na oddziale inne pacjentki pytały co urodziłam, a ja że syna , a położna przypominała, że przecież córkę, tak się nie mogłam przyzwyczaić, że jednak mam córcię. Ze mój synek ma rodzeństwo.
Potem buch, związek mój się rozpadł, zostałam sama. Ale na horyzoncie pojawił się, KTOŚ, kto pokochał mnie i moje dzieci, córcia była malutka nie miała nawet dwóch lat. Wszystko działo się tak szybko, przeprowadzka, wspólne życie i decyzja o wspólnym dziecku. Staraliśmy się pół roku, wreszcie się udało. Poród 8 godzin i zobaczyłam synka. Dziś ma prawie trzy latka.
Ale jakoś kolejne porody nie przeżywałam, jak ten pierwszy. Wiedziałam, co i jak, wsłuchiwałam się w moje ciało. Już tak nie patrzę na dziecko z dumą, że dokonałam czegoś wielkiego. Teraz poród traktuje jak nadzwyczajną w świecie rzecz. Przecież każda kobieta to robi, czym tu się szczycić? Sama się dziwię, że tak myślę. Czy to żle?
ale myślami już sięgam do dnia porodu, jak będzie, co będzie? Nie wiem dlaczego właściwie się nad tym zastanawiam, skoro wiem czego się spodziewać, przecież rodziłam aż trzy razy.
Pamiętam jak urodziłam prawie dziewięć lat temu syna. Poród trwał 12 godzin. Jak na niego patrzałam, jak leżał pod lampami bo miał żółtaczkę, byłam taka dumna, że to zrobiłam, że zrobiłam coś wielkiego, że urodziłam swoje pierwsze dziecko. A ulicą jak szłam, pękałam jak paw, że to mój synek, czułam się tak, jakbym wygrała w totka. Jak doniosłam ciążę i urodziłam, to już chyba ze wszystkim sobie poradzę. A potem szara rzeczywistość, obudziłam się- przecież niejedna kobieta rodzi i wychowuje dziecko, czym ja się tu do cholery chwalę?
Potem, jak synek miał cztery latka, urodziłam córcię.(poród tylko 5,5godz) Cieszyłam się z tej kruszynki, na oddziale inne pacjentki pytały co urodziłam, a ja że syna , a położna przypominała, że przecież córkę, tak się nie mogłam przyzwyczaić, że jednak mam córcię. Ze mój synek ma rodzeństwo.
Potem buch, związek mój się rozpadł, zostałam sama. Ale na horyzoncie pojawił się, KTOŚ, kto pokochał mnie i moje dzieci, córcia była malutka nie miała nawet dwóch lat. Wszystko działo się tak szybko, przeprowadzka, wspólne życie i decyzja o wspólnym dziecku. Staraliśmy się pół roku, wreszcie się udało. Poród 8 godzin i zobaczyłam synka. Dziś ma prawie trzy latka.
Ale jakoś kolejne porody nie przeżywałam, jak ten pierwszy. Wiedziałam, co i jak, wsłuchiwałam się w moje ciało. Już tak nie patrzę na dziecko z dumą, że dokonałam czegoś wielkiego. Teraz poród traktuje jak nadzwyczajną w świecie rzecz. Przecież każda kobieta to robi, czym tu się szczycić? Sama się dziwię, że tak myślę. Czy to żle?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

